piątek, 4 września 2015

WCIERKA Z KOZIERADKI NA WYPADANIE WŁOSÓW


Wypadanie włosów może mieć różne przyczyny. Choroby skóry, używane kosmetyki do skóry głowy, stres, różne choroby w szczególności hormonalne. W moim przypadku jest tak, że moje hormony nie są produkowane jak należy i sprawiają, że wypadają mi włosy.

Moja walka o każdy włos jest już długa, wypróbowałam wiele sposobów, a dzisiaj przedstawię wam jeden z nich.

Kozieradka pospolita, lekarska (Trigonella feonum-graecum L) to taka roślinka jednoroczna, która znajduje zastosowanie w lecznictwie, kuchni i kosmetyce. Ze względu na dużą zawartość śluzu polisacharydowego działa osłonowo i przeciwzapalnie na błonę śluzową układu pokarmowego (jest dobra na wrzody), dzięki temu śluzowi świetnie łagodzi stany zapalne na skórze (można stosować na zmiany trądzikowe, łagodzi je i pomaga w gojeniu). Ogólnie działanie lecznicze kozieradki jest szerokie. Największą popularność zyskuje chyba jako przyprawa.

Mnie zainteresowały jej właściwości leczniczo-kosmetyczne. Jak wspominałam ma działanie przeciwzapalne i pomaga przy trądziku. Kiedy po zaparzeniu jej oddzielimy odwar od nasiąkniętych ziarenek to zobaczymy taki żel (jak w przypadku ziaren siemienia lnianego). Tym żelem sparujemy stany zapalne na skórze, oparzenia, rany i pozwalamy jej działać. Rzeczywiście przyspiesza gojenie.

Przechodząc do sedna (bo o włosach miało być). Wcierka z kozieradki sprawia, że włosy są miękkie, lekkie, szybko rosną i mniej wypadają. Stosowanie nie spowodowało, że przestały mi wypadać włosy (one i tak będą wypadały, bo przecież ciągle się zmieniają). Liczyłam się z tym, że to nie będzie efekt WOW, bo to hormony i zwykła wcierka mnie nie uleczy. Jednak szybko rosną i pojawia się dużo nowych baby hair. Moja koleżanka stosując wcierkę miała podobne odczucia, z tym, że u niej wypadanie było znacznie mniejsze, bo nie ma problemów z hormonami. Działanie też będzie zależało od indywidualnych cech organizmu. Ja jestem zadowolona, bo coś tam zadziałało. Dla mnie to dużo.

Zmielone nasiona kozieradki dostaniecie w aptekach za ok. 3 zł. Warto wypróbować, bo cena niewielka, a może cos z tego wyjść.

PRZYGOTOWANIE:

Łyżkę stołową nasion wsypujemy do szklani i zalewamy wrzątkiem. Parzymy pod przykryciem. Czekamy aż ostygnie, nie musi być zupełnie zimne. Oddzielamy napar od ziarenek i płyn wcieramy w skórę głowy (na włosy i tak spłynie).

Z wcierką na włosach możemy spać, można ją nosić cały dzień. Włosy po wyschnięciu dobrze się rozczesują i nie przetłuszczają się tak szybko. Jedynym minusem, dla niektórych bardzo dużym, jest zapach naparu. Pachnie/śmierdzi rosołem :) Ja się przyzwyczaiłam, nie przeszkadza mi, ale większości osób tak. Napar można również pić i podobno ma podobne działanie (przyspiesza porost włosów), jednak wtedy całe ciało wraz z potem będzie pachniało rosołem. Jak kto lubi :)

Niestety zdjęć z efektów nie mam, bo tak szybko włosy mi urosły, że musiałam je ściąć. Stosowałam przez ok. 2 miesiące, na tyle wystarczyło mi opakowanie. Długość włosów była widoczna, każdy mi mówił: "Ale Ci włosy urosły!".



Po naparze włosy stają się bardziej podatne ;)

Pozdrawiam

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wulgarne komentarze będą usuwane.